Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 141 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Żona - Bogini

czwartek, 23 sierpnia 2007 11:17

Żyło sobie zwyczajne małżeństwo. Mąż miał na imię Jan, a żona Helena.
Wraca¸ mąż po pracy do domu, siada¸ w fotelu i ogląda, telewizor lub czyta¸ gazetę. żona jego, Helena, przygotowywała kolację. Podając mężowi kolację, ciągle burczała, że on w domu nic pożytecznego nie robi, pieniędzy mało zarabia... Jana denerwowało burczenie żony. Ale nie odpowiada¸ jej obraźliwie, tylko w myślach sam do siebie mówi¸: "Sama - leń i flejtuch, a jeszcze innych poucza. Kiedy braliśmy
Ślub, była całkiem inna - piękna i czuła". Pewnego razu, kiedy zrzędząca żona zażądała, żeby Jan wyniósł¸ Śmieci, on, z niechęcią odrywając się od telewizora, poszedł do Śmietnika. Wracając, zatrzyma¸ się pod drzwiami i w myślach zwrócił się¸ do Boga:
- Boże mój, Boże mój! Nie układa się to moje życie. Czy całe wieki będę się męczył¸ z takà zrzędliwą i brzydką żoną? To męczarnia, a nie życie. I nagle usłyszał¸ Jan cichy głos Boga:
- Mój synu, twojemu nieszczęściu mógłbym zaradzić: piękną boginię za żonę tobie dać, lecz jeżeli sąsiedzi zobaczą nagłą odmianę twego losu, to w wielkie zdumienie wpadną. Zróbmy tak: ja twoją żonę stopniowo będę zmieniał wcielając w nią ducha bogini i poprawiając jej wygląd zewnętrzny. Ale zapamiętaj również to, że i twoje życie godne bogini winno być. - Dziękuję Ci, Boże. Dla bogini to każdy mężczyzna swoje życie zmieni. Powiedz mi tylko: kiedy zmiany w mojej żonie zaczniesz robić?
- Nieznacznie zmienię ją już teraz. I z każdą chwilą będę dokonywać zmian na lepsze. Jan wszedł¸ do domu, usiadł¸ w fotelu, gazetę wziął do ręki, znów włączył telewizor. Lecz jakoś mu nie idzie to czytanie ani oglądanie. Niecierpliwi się, by spojrzeć - czy chociaż ciut, ciut się´ zmienia jego żona?
Wstał, otworzył¸ drzwi do kuchni, ramieniem opar¸ się o futrynę i uważnie zaczął się przyglądać swojej żonie. Stała odwrócona plecami i zmywała naczynia po kolacji. Helena poczuła wzrok na sobie i odwróciła się do drzwi. Ich oczy się spotkały. Jan, patrząc na żonę, myślał: "Nie, żadne zmiany w mojej żonie nie zaszły". Helena, widząc niezwykłe zainteresowanie męża i nic nie rozumiejąc, odruchowo poprawiła swoje włosy. Rumieńcem oblały się jej policzki, gdy zapytała:
- Co ty, Janie, tak mi się przypatrujesz?
Nie wymyśliwszy nic lepszego, Jan odrzekł¸ zmieszany
- Mogę pomóc ci naczynia zmywać? Tak mi jakoś przyszło do głowy...
- Naczynia? Pomóc mi? - cicho pytaniem na pytanie odpowiedziała zdziwiona żona, zdejmując upaćkany fartuch. - Już je właśnie umyłam.
"No tak, dosłownie w oczach zachodzą u niej zmiany - pomyślał Jan - raptem piękniejsza się zrobiła". I sam zaczął¸ wycierać naczynia. Na drugi dzień z niecierpliwością spieszy¸ Jan po pracy do domu. Ach, jak bardzo chciał¸ popatrzeć, jak w bogini´ przemienia się stopniowo zrzędliwa żona. "Może dużo już jest w niej z bogini? A ja wciąż taki sam jak dawniej. Na wszelki wypadek kupił kwiaty, by przed boginią nie wyjść na idiotę". Otworzył drzwi do domu i osłupiał¸ z wrażenia. Przed nim stała Helena w wyjściowej sukni, tej samej, którà kupi¸ jej rok temu. Elegancko uczesana, ze wstążką w włosach. Zmieszany, niezdarnie podał kwiaty, nie odrywając wzroku od Heleny. A ona wzięła kwiaty, wydała cichy okrzyk zaskoczenia i opuszczając rzęsy, oblała się rumieńcem. "Ach, jakie przepiękne rzęsy mają boginie! Jakie są wrażliwe! Jakie niezwykłe jest ich wewnętrzne piękno i zewnętrzny wygląd!" I Jan z kolei wykrzyknął z zaskoczenia, widząc na stole zastawę od, serwisu, dwie zapalone świece i dwa kielichy do wina oraz dania kuszące boskim aromatem.
Kiedy oboje siedli za stołem, Helena nagle poderwała się, mówiąc:
- Przepraszam, zapomniałam włączyć ci telewizor i podać dzisiejsze gazety.
- Nie trzeba włączać telewizora, czytać gazet też mi się nie chce, nic w nich nowego - odpowiedział ¸ Jan szczerze. - Lepiej powiedz, jak chciałabyś spędzić jutrzejszy dzień?
- A ty? - zapytała zdumiona Helena.
- Przez przypadek kupiłem dwa bilety do teatru. Ale w dzień może zechcesz się przejeść po sklepach. Jeżeli mamy iść do teatru, to trzeba najpierw pójść do sklepu i kupić ci odpowiedni strój. Jan o mały włos ledwie nie powiedział¸: "strój godny bogini", zmieszał się, spojrzał¸ na żonę i aż krzyknął¸ z zachwytu. Przed nim za stołem siedziała bogini. Twarz jej szczęściem promieniała i blask miała w oczach. Tajemniczy uśmiech by¸ nieco pytający.
"O Boże, jakże przepiękne są jednak boginie! I jeśli pięknieje ona każdym dniem, to czy ja potrafię być godny bogini? - myślał¸ Jan i nagle jak błyskawica poraziła go myśl:
- Muszę zdążyć! Zdążyć, dopóki bogini jest obok. Muszę ją prosić i błagać, żeby zechciała urodzić moje dziecko. Ja będę jego ojcem, a matką przepiękna bogini".
- O czym tak myślisz, Janie, skąd ten niepokój na twojej twarzy? - Helena zapytała męża. A on siedział zaniepokojony, nie wiedząc, jak wyrazić najskrytsze Marzenie. Czy to stosowne: prosić boginię o dziecko?! Takiego prezentu Bóg mu nie obiecywał. Nie wiedział¸, jak ma powiedzieć o swoim pragnieniu, wstał¸ więc z krzesła i, międląc w palcach obrus, wydusił z siebie, oblewając się rumieńcem:
- Nie wiem... Czy to możliwe... Ale ja... powiedzieć... chciałem... Dawno... Tak, ja chcę´ mieć z tobą dziecko, przepiękna bogini.
Ona, Helena, do Jana - męża podeszła. I z oczu przepełnionych miłością łza szczęścia spłynęła po jej policzku. Położyła mu rękę na ramieniu, a jej oddech gorący rozpalił w nim namiętność. "Ach, cóż za noc to była! A ten ranek! I ten dzień! O, jak przepięknie żyć z boginią!" - myślał Jan, ubierając na spacer drugiego wnuka.

Fragment z książki "Anastazja" Władimira Megre


* *


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Oko Boga

wtorek, 13 lutego 2007 9:48
NGC 7293: Mgławica Ślimak
Pojawia się co 3000 lat. Nazywa się je "Okiem Boga".
Zdjęcie zrobiono teleskopem NASA.
To zdjęcie dokonało cudu w życiu wielu ludzi. Kto je zobaczy,
doświadcza pozytywnej zmiany w swoim życiu.

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Modlitwa Tolteków

sobota, 27 stycznia 2007 8:35

Prosimy Cię dzisiaj, Stworzycielu Świata, pomóż nam zaakceptować siebie takimi, jacy jesteśmy.

Pomóż nam nie osądzać siebie i nie sądzić. Pomóż nam pogodzić się z własnym umysłem, takim, jaki jest, ze wszystkimi naszymi uczuciami, wszystkimi nadziejami i marzeniami, naszą niepowtarzalną osobowością.

Pomóż nam pogodzić się z naszym ciałem, takim, jakie jest, z całym jego pięknem i doskonałością. Pozwól, aby miłość, jaką żywimy do siebie, była wielka i żebyśmy nigdy się nie odtrącali , nie przeszkadzali własnemu szczęściu, wolności i miłości. Niech od tej chwili każdy uczynek, każda myśl, każde uczucie wypływa z miłości.

Pomóż nam Stwórco, pogłębić miłość do nas samych, aż przemieni się cały sen naszego życia, przeistoczy się z lęku i rozpaczy w miłość i radość. Niech siła naszej miłości będzie tak wielka, abyśmy mogli zerwać ze wszystkimi kłamstwami, jakie nam wpojono i podano do wierzenia - że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, wystarczająco silni, wystarczająco inteligentni, abyśmy mogli sobie poradzić. Pomóż nam, aby siła naszej miłości do siebie była tak ogromna, byśmy nie musieli żyć tak, jak ktoś za nas zdecyduje.

Pozwól, abyśmy zaufali sobie i sami dokonywali wyborów, jakich mamy dokonać. Z taką miłością nie będziemy się bali stanąć twarzą w twarz z żadnym wyzwaniem, żadną odpowiedzialnością i natychmiast będziemy rozwiązywali swoje problemy. Niech wszystko, co robimy, przenika nasza miłość do siebie.

Począwszy od dzisiaj, pomóż nam kochać siebie tak bardzo, żebyśmy nie robili niczego przeciw sobie. Możemy wieść życie, pozostając sobą i nie udając nikogo innego po to tylko, by nas zaakceptowano. Od tej chwili nie potrzebujemy innych ludzi, by nas akceptowali lub mówili nam, jacy jesteśmy dobrzy, ponieważ już wiemy, jacy jesteśmy. Potęgą naszej miłości pozwól nam się cieszyć, ilekroć popatrzymy w lustro. Niech na naszej twarzy zawsze gości uśmiech wewnętrznego i zewnętrznego piękna. Pozwól odczuwać tak głęboką miłość do siebie, byśmy zawsze cieszyli się samotnością.

Pozwól nam kochać siebie bez samooskarżania, ponieważ kiedy się oskarżamy i sądzimy, dźwigamy winę i pragniemy kary, tracimy świadomość Twojej miłości. Wzmocnij naszą wolę wybaczania sobie. Oczyść nasze umysły z emocjonalnej trucizny, abyśmy mogli żyć w idealnym pokoju i miłości.

Pozwól , aby miłość do nas samych stała się siłą, która odmieni sen naszego życia. Z tą nową siłą w sercach, siłą miłości do siebie, pomóż nam odmienić wszystkie nasze związki, łącznie z tym, jaki mamy ze samym sobą. Pomóż nam uwolnić się od konfliktów z innymi. Pozwól nam cieszyć się i dzielić szczęściem z tymi, których kochamy, wybaczyć im każdą niesprawiedliwość, jaką poczujemy naszym umysłem. Pomóż nam kochać siebie tak bardzo, abyśmy przebaczyli każdemu, kto nas kiedykolwiek skrzywdzi.

Daj nam odwagę bezwarunkowo kochać naszą rodzinę i przyjaciół i zmieniać nasze związki w jak najlepsze i pełne miłości. Pomóż nam zbudować porozumienie, tak by w naszych związkach nie było walki o władzę, nie było zwycięzców i pokonanych. Żebyśmy się stali drużyną, która działa razem dla miłości, radości, harmonii.

Niech nasze związki z rodziną i przyjaciółmi zostaną oparte na szacunku i radości, tak byśmy nigdy nie mówili im, co mają myśleć i robić. Niech nasz romantyczny związek będzie najdoskonalszym, najwspanialszym związkiem. Pozwól nam czuć radość, ilekroć będziemy się dzielić sobą z naszym partnerem. Pozwól nam zaakceptować innych takimi, jacy są, bez osądzania, bo kiedy ich odtrącamy, odtrącamy samych siebie. A kiedy odtrącamy siebie, odtrącamy Ciebie.

Dziś jest początek nowego. Pozwól nam dzisiaj zacząć nasze życie od nowa z potęgą naszej miłości do siebie. Pomóż nam cieszyć się życiem, cieszyć się naszymi związkami, poznawać życie, podejmować ryzyko, żyć i nie bać się miłości. Pozwól nam otworzyć serca na miłość, która jest naszym przyrodzonym, niezbywalnym prawem. Pomóż nam stać się mistrzami Wdzięczności, Szczodrości, i Miłości, tak abyśmy cieszyli się całym twoim stworzeniem.

Tysiące lat temu Tolteków określano mianem „tych, co wiedzą". Byli to uczeni i artyści, którzy kierowali społeczeństwem ku poznaniu i pielęgnowaniu prastarej wiedzy duchowej. Mistrzowie i uczniowie przybywali do Teotihuacan, starożytnego miasta piramid (dzisiejsze Mexico City) gdzie, jak powiadano „człowiek staje się Bogiem". Przez setki lat mistrzowie musieli kryć się ze swoją wiedzą i przekazywać ją w tajemnicy, bowiem w okresie konkwisty niektórzy uczniowie niesamowicie nadużywali zdobytej mocy. Zaistniała konieczność ukrycia wiedzy przed tymi, którzy nie byli przygotowani, by ją mądrze stosować oraz tymi, którzy mogliby wykorzystać ją do swych własnych celów ze szkoda dla innych. Na szczęście wiedza duchowa Tolteków przetrwała przekazywana z pokolenia na pokolenie przez sukcesje mistrzów. Prastare proroctwa przepowiedziały nadejście czasów, kiedy stanie się konieczne przywrócenie tej wiedzy ludziom.
Mądrość Tolteków czerpie z tego samego uniwersalnego źródła prawdy, co inne tradycje świata. Nie jest religią, szanuje więc i docenia nauczanie wszystkich mistrzów duchowych, nauczających w rozmaitych tradycjach i czasach.

Komentarz:
Ponieważ ogarnia i zawiera w sobie ducha, najprościej , można zdefiniować ją jako sposób życia, tym różniący się od innych, że najpełniej akceptuje szczęście i miłość.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Przytulanie

poniedziałek, 15 stycznia 2007 7:39
Przytulanie jest zdrowe. Wspomaga system immunologiczny,

utrzymuje człowieka w dobrym zdrowiu, leczy depresję,

redukuje stres, odmładza, orzeźwia, nie ma przykrych skutków ubocznych.

Jest cudownym lekiem.

Przytulanie jest zupełnie naturalne. Jest całkowicie organiczne,

naturalnie słodkie,

nie zawiera pestycydów, konserwantów,

ani sztucznych składników i jest w 100% odżywcze.

Przytulanie jest właściwie doskonałe.

Nie ma części, które mogły się zużyć, ani baterii, które mogłyby się
wyczerpać.

Nie wymaga okresowych przeglądów, niewiele energii zużywa,

mnóstwo dostarcza, nie tuczy, nie podlega inflacji,

zwolnione jest od miesięcznych opłat, ubezpieczeń.

Nie jest narażone na kradzież Nie podlega opodatkowaniu.

Jest ekologiczne i ma się rozumieć zawsze w pełni odwzajemnione.

Dlatego proszę:

przytul kogoś po przeczytaniu tego tekstu. Zobaczysz, że warto...


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

przeczytać warto

poniedziałek, 18 grudnia 2006 9:55
Nazywał się Fleming i był biednym szkockim farmerem. Pewnego dnia, gdy ciężko pracował w polu usłyszał wołanie o pomoc dobiegające z pobliskich bagien. Pobiegł tam i znalazł przestraszonego chłopca, którego uratował od śmierci.
Następnego dnia przed dom farmera zajechał powóz, z którego wysiadł elegancki gentleman, który przedstawił się jako ojciec uratowanego chłopca. Powiedział do farmera, ze chce mu zapłacić za uratowanie syna.
Farmer odrzekł, ze zapłaty nie przyjmie gdyż uratował chłopca nie dla pieniędzy. W tym momencie do domu wszedł syn farmera Alexander.
- Czy to twój syn? - zapytał genetelman.
- Tak, to mój syn - odrzekł dumnie farmer.
Mam ofertę dla ciebie. Opłacę naukę dla twojego syna tak, aby zdobył to samo wykształcenie jak mój syn. I jeśli chłopak jest taki jak jego ojciec nie zmarnuje okazji i obaj będziemy z niego dumni...
I tak się stało. Syn farmera ukończył najlepsze szkoły i stal się znany na całym świecie jako sir Alexander Fleming, odkrywca penicyliny.
Wiele lat później ten sam chłopiec, który został uratowany z bagien zachorował na zapalenie płuc. Co uratowało jego życie? Penicylina.
Nazwisko chłopca: sir Winston Churchill.
Ktoś kiedyś powiedział: wszystko powraca...


Pracuj tak jakbyś nie potrzebował pieniędzy.
Kochaj tak jakby nikt nigdy ciebie nie zranił.
Tańcz jakby nikt na ciebie nie patrzył.
Śpiewaj jakby nikt cię nie słuchał.
Żyj jakby był raj na ziemi.

Wyślij to do każdego, ko go uważasz za przyjaciela.


Irlandzkie życzenie dla przyjaciela mówi:
Niech zawsze będzie praca dla twoich rak,
Niech w twoim portfelu zawsze będzie moneta albo dwie,
Niech zawsze świeci słonce w twoim oknie,

Niech przyjaciel zawsze będzie przy tobie,
Niech po każdym deszczu pojawia się tęcza,
Niech Bóg napełni twe serce radością...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Ptak i kobieta - Paulo Coelho

środa, 06 grudnia 2006 8:04

Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: "A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?". I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
"Zastawię na niego pułapkę - pomyślała. - Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci".
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać - stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: "Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!". Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły - a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
- Czemu przyszłaś? - zapytała ją udręczona kobieta.
- Abyście mogli być znów razem - odpowiedziała śmierć. - Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Paulo Coelho - Alchemik (fragment)

środa, 06 grudnia 2006 7:48

-- Moje serce obawia się cierpień - powiedział młodzieniec do Alchemika
pewnej nocy, gdy oglądali bezksiężycowe niebo. - Powiedz mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie. I że żadne serce nie cierpiało nigdy, gdy sięgało po swoje marzenia, bo każda chwila poszukiwań jest chwilą spotkania z Bogiem i z Wiecznością.

- Każda chwila poszukiwań jest chwilą spotkania - rzekł młodzieniec do swego serca. Kiedy szukałem skarbu, wszystkie dni były jasne, bo wiedziałem, że każda godzina stanowi cząstkę marzenia o odkryciu go. Kiedy szukałem skarbu, to po drodze spotkałem to, czego nigdy nie mógłbym odkryć, gdybym nie miał odwagi sięgnąć po rzeczy niemożliwe dla zwykłego pasterza. Jego serce ucichło na całe popołudnie. Tej nocy spał spokojnie. A kiedy obudził się rankiem serce zaczęło mu opowiadać o Duszy Świata. Powiedziało mu, że człowiek szczęśliwy to ten, kto nosi w sobie Boga. I że szczęście można znaleźć nawet w najmniejszym ziarenku pustynnego piasku - zupełnie tak, jak mówił Alchemik. Bo ziarenko piasku jest chwilą Stworzenia, a Wszechświat poświęcił całe miliony lat, by mogło istnieć.

- Każdy człowiek na kuli ziemskiej ma skarb, który gdzieś na niego czeka - powiedziało mu serce. - My, serca, rzadko o tym mówimy, bo ludzie nie chcą już odnajdywać skarbów. Mówimy o tym jedynie dzieciom. A resztę pozostawiamy życiu, by poprowadziło każdego śladem jego przeznaczenia. Niestety, mało kto podąża wyznaczoną mu drogą, która jest szlakiem do jego Własnej Legendy i do spełnienia. Większości świat jawi się jako groźba i pewnie z tej przyczyny ten świat staje się w końcu dla nich prawdziwym zagrożeniem. A wtedy my, serca, mówimy coraz ciszej i ciszej, choć nie milkniemy nigdy na dobre. I zaklinamy na wszystkie świętości, aby nie usłyszano naszych słów. Bo nie chcemy, aby ludzie cierpieli, że nie poszli drogą, jaką im wskazywaliśmy.

- Dlaczego serca nie mówią ludziom, że powinni podążać śladem własnych marzeń? - spytał młodzieniec Alchemika. Gdybym nie miał odwagi sięgnąć po rzeczy niemożliwe dla zwykłego pasterza. Jego serce ucichło na całe popołudnie. Tej nocy spał spokojnie. A kiedy obudził się rankiem serce zaczęło mu opowiadać o Duszy Świata. Powiedziało mu, że człowiek szczęśliwy to ten, kto nosi w sobie Boga. I że szczęście można znaleźć nawet w najmniejszym ziarenku pustynnego piasku - zupełnie tak, jak mówił Alchemik. Bo ziarenko piasku jest chwilą Stworzenia, a Wszechświat poświęcił całe miliony lat, by mogło istnieć.

- Dlaczego serca nie mówią ludziom, że powinni podążać śladem własnych marzeń? - spytał młodzieniec Alchemika.-Ponieważ wówczas serca cierpiałyby najbardziej. A serca nie lubią cierpieć. Od owego dnia młodzieniec słuchał głosu swego serca. Prosił, by nigdy go nie opuściło. Prosił, by ściskało się w jego piersi, by biło na alarm, gdyby czasem zdarzyło mu się zaniechać swych marzeń. I przysiągł być zawsze ostrożnym, kiedy usłyszy bicie na alarm.

Tej nocy rozmawiał długo z Alchemikiem. I Alchemik zrozumiał, że serce
młodzieńca powróciło do Duszy
- Cóż mam teraz począć?
- Idź dalej w stronę piramid - odparł Alchemik.
- I uważaj na znaki. Twoje serce potrafi już dziś wskazać ci skarb.
- A więc to jest to, czego dotąd nie wiedziałem?
- Nie - powiedział Alchemik. - Oto czego brakuje twojej wiedzy:
Zanim marzenie się spełni, Dusza Świata pragnie poddać próbie to wszystko, czego nauczyłeś się w drodze. Jeśli tak czyni, to nie powoduje nią złośliwość, ale chęć, byś zgłębił nauki, których doświadczasz idąc tropem marzeń. I wtedy właśnie większość ludzi wycofuje się. W języku pustyni to tak, jak umrzeć z pragnienia w chwili, gdy na widnokręgu widać już palmy oazy.

Podróż zaczyna się nieodmiennie Szczęściem Początkującego, a kończy Próbą Zdobywcy. Młodzieniec przypomniał sobie wtedy stare przysłowie z jego kraju o tym, że najciemniej jest tuż przed wschodem słońca.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Czasem odmowa jest prawdziwym darem

piątek, 24 listopada 2006 23:33
Pewien bezrobotny starał się o stanowisko sprzątacza w dużej firmie. Dyrektor personalny przyjmuje go i każe zaliczyć test zamiatania podłogi, po czym stwierdza:

- Jesteś przyjęty, daj mi twój e-mail, wyślę Ci formularz do wypełnienia oraz datę i godzinę, na którą masz się stawić w pracy. Zrozpaczony człowiek odpowiada:
- Nie mam komputera, ani tym bardziej e-maila...
Wtedy personalny mówi mu, że jest mu przykro, ale ponieważ nie ma pan e-maila, więc wirtualnie nie istnieje, a ponieważ nie instnieje, nie może dostać tej pracy. Człowiek wychodzi przybity; w kieszeni ma tylko 10 $ i nie wie, co ma zrobić...

Przechodzi koło supermarketu.
Postanawia kupić dziesięciokilową skrzynkę pomidorów. Potem chodząc od drzwi do drzwi sprzedaje cały towar po kilogramie i w ciągu dwóch godzin podwaja swój kapitał. Powtarza te transakcje jeszcze trzy razy i wraca do domu z 60$ w kieszeni. Uświadamia sobie, że w ten sposób może z powodzeniem przeżyć. Wychodzi z domu coraz wcześniej, wraca coraz później i tak każdego dnia pomnaża swój kapitał. Wkrótce kupuje wóz, później ciężarówkę, a po jakimś czasie posiada całą kolumnę samochodów dostawczych. Po pięciu latach mężczyzna jest właścicielem jednej z największych sieci dystrybucyjnych w Stanach. Postanawia zabezpieczyć przyszłość swojej rodziny i wykupuje polisę ubezpieczeniową. Wzywa agenta ubezpieczeniowego, Wybiera polisę i wtedy agent prosi go o adres e-mail, aby mógł wysłać mu propozycje kontraktu.

Mężczyzna mu wtedy, że nie ma e-maila.
- Ciekawe - mówi agent - nie ma pan e-maila, a zbudował pan to imperium? Niech pan sobie wyobrazi, czego dokonałby, gdyby go pan miał!

Mężczyzna zamyślił się i odpowiada:
- Zamiatałbym w pewnej dużej firmie :-/
_________________


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

żyj bieżącą chwilą

piątek, 17 listopada 2006 10:34

Ludzie potrafią z całego swojego życia, żyć prawdziwą pełnią zaledwie przez parę miesięcy. Czepiają się tych przeżyć potem przez całe lata i ostatecznie, mając lat osiemdziesiąt trzymają w swych pustych dłoniach jako cały dorobek zaledwie kilka chwil naprawdę przeżytych.
Dlaczego nie chcesz żyć naprawdę własnym życiem?

- Zawsze zdaje ci się, że żyć trzeba dla jutra.
Trzeba przecież "myśleć o swojej przyszłości":
swoich egzaminach, swoim zawodzie, swoim przyszłym domu; trochę później trzeba myśleć o przyszłości dzieci: ich egzaminach, zdobyciu zawodu, ich przyszłych domach; potem znowu o własnych starych latach: emeryturze, zabezpieczeniu sobie odpowiedniego domu.
Jutro będę mógł wreszcie zająć się...
Jutro będę miał nareszcie...
Jutro będę...
Dlaczego chcesz czekać jutra, żeby wreszcie zacząć żyć?
Pewnego dnia nie będzie dla ciebie żadnego więcej jutra - okaże się, że nie miałeś kiedy żyć naprawdę.
- Przywiązujesz się do przeszłości, zdaje ci się ważna,
bo to twoja przeszłość. No tak, ale to co było wczoraj
- wymknęło się już spod twojej władzy.
- Zwodzi Cię przyszłość, możesz ją w swojej wyobraźni dowolnie kształtować, naginać do swych upodobań.
Ale przecież ona po prostu jeszcze nie istnieje i próżno tracisz na nią czas.
- Teraźniejszość jest taka mała, że jej wartosć łatwo ci przeoczyć. Ale tylko ona naprawdę zależy od ciebie
- a twoje życie w gruncie rzeczy, krok za krokiem,
składa się z bieżących w teraźniejszości chwil.

- Zawsze ci się zdaje, że szczęście jest przed tobą,
tak jak i radość, miłość, Bóg. Złudzenie! Zapominasz, i to jest tragiczne, że Bóg stoi obok ciebie, dokładnie w tym miejscu i czasie, gdzie się znajdujesz, w bieżącej chwili twego życia otwierając ci wszystko, co trzyma w swych dłoniach.

- Obyś nie był tym wiecznym pielgrzymem, który pozostawia Boga na brzegu swej drogi, by biec za Jego wizerunkiem. Pozbawiony odpocznienia człowiek wlecze za sobą swoją przeszłość i próbuje jednocześnie pochwycić w swoje ręce i przyszłość, i teraźniejszość.
Podniecony usiłuje jakby jednocześnie złapać owoc kilku godzin życia:
biedny żongler, pogubi wszystkie i będzie szukał każdej z osobna. Jeśli chcesz w swym życiu osiągnąć powodzenie, złóż spokojnie całą swoją przeszłość w ręce Boga, powierz Mu swoją przyszłość i żyj każdą bieżącą chwilą, tak jak przychodzi, w całej jej treści

- Przy robocie dziewiarskiej nie wolno ci "zgubić" ani jednego oczka, powstanie skaza, choćby niewielkie było to oczko, jest przecież niezbędne. Nie zaniedbuj żadnej chwili. Wszystkie są nieskończenie wartościowe, jeśli chcesz, by twoje życie było tkaniną bez skaz.

- Bieżąca chwila nie jest ciężka, nie przygniecie cię;
Jest zbyt mała, by mógł się w niej zagnieździć niepokój.
Przemija tak szybko, że nie zdoła cię znużyć, Posiada "ludzki wymiar", możesz się w niej zmieścić, możesz ją udźwignąć. Teraźniejsza godzina jest twoim prawdziwym życiem, ona jest twoim pokarmem, jej głębia jest nieskończona, w niej mieszka miłość.

- Nie doceniać przeszłości i ze strachem odsuwać od siebie myśl o przyszłości
- to życiowe tchórzostwo. Jeśli się nie żałuje przeszłości i nie obawia przyszłości w poddaniu i zaufaniu Bogu
- to jest właśnie miłość.

- Właśnie w bieżącej chwili Bóg czeka na ciebie.
Jeśli pozwolisz się włączyć
- tak jak włącza się obwód prądu elektrycznego
- przejdzie przez ciebie boże światło i Jego siła.
Na tym niezmierzonym pustkowiu, gdzie się znajdujesz, obwód prądu jest bardzo, bardzo słaby.

- Bieżąca chwila jest tym punktem, w którym Bóg przenika w twoje życie i przez ciebie w życie świata.
Ale On uzależnia swoje przyjście od twojego wolnego przyzwolenia.

- Jeśli potrafisz odpowiedzieć na zaproszenie Boga,
na wezwanie każdej bieżącej chwili, to znaczy dla ciebie, być naprawdę obecnym.
- Jeśli odpowiesz na wezwanie w bieżącej chwili,
umożliwiasz mistyczne wcielenie się w twym życiu Bożego Syna.
- Jeżeli podejmiesz aktualny obowiązek,
umożliwiasz dokonanie przez Syna dzieła stworzenia.
- Jeśli zgodzisz się na właśnie teraz konieczny wysiłek,
umożliwiasz dopełnienie się Odkupienia przez Syna Bożego.

- Największym i najważniejszym "dziełem" jest dzieło aktualnej minuty; ono zobowiązuje cię do złożenia w ręce Boga całej przeszłości i przyszłości i oddania mu się całkowicie do dyspozycji. Jeśli potrafisz zachować w tym wierność, będziesz żył pełnią swojego życia
i osiągniesz niewymierne wartości.
Michel Quoist "Między człowiekiem a Bogiem"

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Prosiłem...

środa, 15 listopada 2006 9:57
Pewnego dnia, mały motyl zaczął wykluwać się z kokonu; mężczyzna usiadł i przyglądał się jak motyl przeciska swoje ciało przez ten malutki otwór. I wtedy motyl jakby się zatrzymał. Tak jakby zaszedł tak daleko jak mógł i dalej już nie miał sił.

Więc mężczyzna postanowił mu pomóc: wziął nożyczki i rozciął kokon. Motyl wyszedł dalej bez problemu. Miał za to wątłe ciało i bardzo pomarszczone skrzydła. Mężczyzna kontynuował obserwacje, ponieważ spodziewał się, że w każdej chwili skrzydła motyle zaczną grubieć, powiększać się dzięki czemu motyl będzie mógł odlecieć i zacząć żyć.

Tak się nie stało! Motyl spędził resztę życia czołgając się po ziemi z mizernym ciałem i pomarszczonymi skrzydłami. Do końca życia nie był w stanie latać. Człowiek w całej swej życzliwości i dobroci nie wiedział, że walka motyla z kokonem była bodźcem dla jego skrzydeł i dzięki temu motyl był w stanie latać, gdy tylko pokona opór kokonu.

Czasem walka to coś, czego nam w życiu potrzeba. Jeśli Bóg pozwala nam iść przez życie bez jakichkolwiek problemów to może zrobić z nas słabeuszy. Nie bylibyśmy tak silni jak moglibyśmy. Nie bylibyśmy zdolni do latania.

Prosiłem o siłę...
Bóg dał mi przeciwności losu, aby uczynić mnie silnym.
Prosiłem o mądrość...
Bóg dał mi problemy do rozwiązania.
Prosiłem o dobrobyt...
Bóg dał mi mózg i krzepę.
Prosiłem o odwagę...
Bóg dał mi przeszkody do pokonania.
Prosiłem o miłość...
Bóg dał mi ludzi w kłopocie, aby im pomóc.
Prosiłem o przychylność...
Bóg dał mi okazje do wykazania się.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Mądry osioł

środa, 15 listopada 2006 9:54
Było to daleko stąd na pewnej farmie. Któregoś dnia osioł farmera wpadł do głębokiej studni. Zwierzę krzyczało żałośnie godzinami, podczas gdy farmer zastanawiał się, co zrobić. W końcu farmer zdecydował. Zwierzę było stare a studnię i tak trzeba było zasypać. Nie warto było wyciągać z niej osła.

Zwołał wszystkich swoich sąsiadów do pomocy. Wzięli łopaty i zaczęli zasypywać studnię śmieciami i ziemią. Z początku osioł zorientował się, co się dzieje i zaczął krzyczeć przerażony. Nagle, ku zdumieniu wszystkich, osioł uspokoił się. Kilka łopat później farmer zajrzał do studni. Zdumiał się tym, co zobaczył. Za każdym razem, gdy kolejna porcja śmieci spadała na ośli grzbiet, ten robił coś niesamowitego. Otrząsał się i wspinał o krok ku górze. W miarę, jak sąsiedzi farmera sypali śmieci i ziemię na zwierzę, ono otrzepywało się i wspinało o kolejny krok. Niebawem wszyscy ze zdumieniem zobaczyli, jak osioł przeskakuje krawędź studni i szczęśliwy, oddala się truchtem!

A jaka nauka z tego płynie?

1. Życie będzie zasypywać cię śmieciami, każdym rodzajem brudów. Sposób, aby wydostać się z dołka, to otrząsnąć się i zrobić krok w górę.

2. Każdy z naszych kłopotów to jeden stopień ku wolności...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Każdy dzień jest właśnie tą odpowiednią okazją

środa, 15 listopada 2006 9:51
" Moj przyjaciel otworzył szufladkę w komodzie swojej zony i wyjął z niej mały pakiecik owinięty w bibułkę.
To - powiedział - nie jest zwykle zawiniątko - to jest Jej bielizna osobista. Wyrzucił opakowanie ukrywające zawartość i przyjrzał się jedwabnej, wykończonej koronką bieliźnie. Kupiłem to Jej, kiedy pierwszy raz pojechaliśmy do Nowego Jorku 9-10 lat temu, nigdy jej nie założyła, czekała z tym na jakąś specjalna okazje !
Wiec dobrze - pomyślał, dzisiaj zdarzyła się ta odpowiednia okazja.
Zbliżył się do łóżka i ułożył bieliznę przy jej głowie, obok innych rzeczy. Niedługo zacznie ubierać ją do trumny. Po krótkiej chorobie wczoraj zmarła. Potem patrząc się w moją stronę powiedział:
- każdy dzień, który przezywasz jest tą specjalną okazją. Nasze okazje juz minęły. Nie warto było zostawiać wszystkiego na potem. Te słowa zapady mi w pamięć, mam je ciągle na myśli - one zmieniły moje życie.

Teraz więcej czytam a mniej sprzątam. Siadam na tarasie i rozkoszuję się urodą okolicy bez poczucia winy, że nie wypieliłem ogródka. Spędzam więcej czasu z moimi bliskimi i przyjaciółmi, a mniej pracuję. Zrozumiałem, ze życie to ciągłość doświadczeń, które trzeba przeżywać w radości, a nie próbować je przetrwać lub ścierpieć. Juz niczego nie odkładam na potem, piję codziennie z moich antycznych, kryształowych kieliszków. Zakładam nowe ubranie na zakupy w supersamie, jeżeli tylko zdecyduje, ze mam na to ochotę. Nie zachowuje moich najlepszych perfum na specjalne imprezy, tylko używam ich codziennie, kiedy pragnę poczuć je na sobie.

Zdania zaczynające się od "pewnego dnia", kiedyś" znikają z mojego słownika. Jeżeli coś jest warte zobaczenia, usłyszenia lub przeżycia, chce to zobaczyć, usłyszeć i przeżyć teraz. Nie wiem co zrobiłaby żona mojego przyjaciela, gdyby wiedziała, ze nie bedzie jej tu dzisiaj miedzy nami i przyjmujemy to z taką nieświadomą lekkością, mam nadzieje, ze poszłaby zjeść do restauracji chińskiej - jej ulubionej. To te malutkie nie zrobione rzeczy najbardziej by mnie bolały gdybym wiedział, ze moje godziny są juz policzone. Byłbym niepocieszony, ze przestałem widywać się z moimi dobrymi przyjaciółmi odkładając to na "najbliższy czas", ze nie napisałem listów, które miałem zamiar posłać juz jutro. Byłbym niepocieszony i smutny, ze nie mówiłem wystarczająco często moim braciom i dzieciom jak bardzo je kocham.
Od juz i teraz nie staram sie opóźnić, przeczekać ani wstrzymać niczego co mogłoby wprowadzić mnie w dobry humor, dać powód do radości i śmiechu, i każdego dnia powtarzam sobie, ze dzień dzisiejszy jest wyjątkowy. Każdy dzień, każda godzina, każda minuta - nią jest !"

Przeżyjmy każdy nasz dzień wyjątkowo, zaczynając od dziś


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Spotkanie z miłością

środa, 15 listopada 2006 9:47
Zegar nad informacją na Stacji Centralnej w Nowym Jorku pokazywał godzinę za sześć szóstą. Wysoki, młody oficer uniósł swoją opaloną twarz i zmrużył oczy, aby sprawdzić dokładny czas. Serce waliło mu jak młotem, odbierając oddech. Za sześć minut zobaczy kobietę, która przez ostatnie 18 miesięcy zajmowała szczególne miejsce w jego życiu. Nigdy jej nie widział, a jednak jej słowa bezustannie dodawały mu otuchy.
Sierżant Blandford pamiętał szczególnie jeden dzień, najgorszą potyczkę, kiedy jego samolot znalazł się w środku samolotów wroga. W jednym ze swych listów przyznał się jej, że często czuje lęk. Na kilka dni przed bitwą dostał od niej odpowiedź: "Oczywiście, że się boisz... jak wszyscy odważni mężczyźni. Następnym razem, gdy zaczniesz w siebie wątpić, chcę byś wyobraził sobie mój głos mówiący: "Choć idę doliną ciemną, zła się nie ulęknę bo Ty jesteś ze mną". Przypomniał to sobie wtedy i odzyskał siły.

Teraz naprawdę miał usłyszeć jej głos. Za cztery minuty. Jakaś dziewczyna przeszła obok niego i odwrócił się za nią. Miała ze sobą kwiat, ale nie była to czerwona róża, na którą się umówili. Poza tym dziewczyna miała dopiero osiemnaście lat, a Hollis Maynel powiedziała, że ma trzydzieści. "I co z tego? odpowiedział jej. "Ja mam 32". Choć tak naprawdę miał 29.

Poszybował pamięcią do książki, którą czytał na obozie terningowym. "O więziach międzyludzkich" - brzmiał tytuł. W całej książce znajdowały się notatki pisane kobiecą ręką. Nigdy nie sądził, że jakaś kobieta potrafi zajrzeć w męskie serce tak głęboko i z takim zrozumieniem. Jej nazwisko znajdowało się na ekslibrisie: Hollis Maynel. Zajrzał do książki telefonicznej miasta Nowy Jork i znalazł jej adres. Napisał. Odpisała. Następnego dnia został zaokrętowany, ale nie przestali do siebie pisywać. Odpowiadała na jego listy przez 13 miesięcy. Pisała nawet wtedy, gdy jego listy do niej nie docierały. Żołnierz czuł, że jest w niej zakochany, a ona kochała jego.

Jednak odmawiała jego wszystkim prośbom, aby przysłać mu swoją fotografię. Wyjaśniała: "Jeśli twoje uczucia do mnie nie mają rzeczywistych podstaw, mój wygląd nie ma znaczenia. Może jestem ładna. A jeśli tak, to wykorzystasz to i będziesz chciał się zaangażować. Taki rodzaj miłości jednak mnie nie zadowala. Przypuśćmy, że jestem zwyczajna (musisz przyznać, że to bardziej prawdopodobne). Wtedy zaczęłabym podejrzewać, że nie przestajesz do mnie pisać tylko dlatego, że jesteś samotny i nie masz nikogo innego. Nie, nie proś mnie o zdjęcie. Kiedy przyjedziesz do Nowego Jorku, zobaczysz mnie, a wtedy będziesz mógł podjąć decyzję".

Minuta do szóstej. Przekartkował książkę, którą trzymał w ręce. Nagle serce sierżanta Blandforda podskoczyło. Szła ku niemu młoda kobieta. Była szczupła i wysoka. Miała długie kręcone jasne włosy. Oczy błękitne jak niezapominajki, wargi i podbródek zdradzały siłę woli. W jasnozielonym kostiumie wyglądała jak wiosna w ludzkiej postaci.

Ruszył ku niej, nie chcąc zauważyć, że ona nie ma ze sobą róży, a wtedy na jej ustach pojawił się nikły prowokujący uśmiech. "Idziesz w moją stronę żołnierzu?", wyszeptała. Zrobił jeszcze jeden krok. I wtedy zobaczył Hollis Maynel. Stała tuż za tą dziewczyną, kobieta po czterdziestce, siwiejące włosy wystawały jej spod zniszczonego kapelusza. Była tęga. Jej stopy o spuchniętych kostkach tkwiły w wydeptanych butach bez obcasów. Ale przy swoim zniszczonym płaszczu miała przypiętą czerwoną różę. Dziewczyna w zielonym kostiumie szybko odeszła.

Blandford poczuł, jakby miał rozszczepić się na dwoje. Pragnął iść za dziewczyną, równie głęboko tęsknił za kobietą, której duch towarzyszył mu i podtrzymywał w trudnych chwilach. I oto stała tu. Widział jej bladą twarz, łagodną i wrażliwą, szare oczy z ciepłymi iskierkami.

Sierżant Blandford nie wahał się. Jego palce zacisnęły się na egzemplarzu zniszczonej książki, który miał być dla niej znakiem rozpoznawczym. Może nie będzie to miłość, ale na pewno coś szczególnego, przyjaźń, za którą był i musi być jej wdzięczny.

Wyprostował ramiona, zasalutował i wyciągnął książkę ku kobiecie, choć w środku czuł gorycz rozczarowania.
- Jestem sierżant Blandford, a pani jest panią Maynel. Bardzo się cieszę, że mogliśmy się spotkać. Czy wolno mi... czy wolno mi zabrać panią na obiad? Twarz kobiety poszerzyła się w wyrozumiałym uśmiechu.
- Synu, nie wiem o co chodzi - odezwała się - ale ta młoda dama w zielonym kostiumie prosiła, abym przypięła sobie tę różę do płaszcza. Powiedziała, że jeśli zaprosi mnie pan na obiad, to mam panu przekazać, że ona czeka w tej restauracji po drugiej stronie ulicy. Powiedziała, że był to rodzaj próby.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Coś do przemyślenia

środa, 15 listopada 2006 9:40

Pewnego dnia, był to jeden z pierwszych dni w nowym liceum, zobaczyłem chłopaka z mojej klasy wracającego do domu. Nazywał się Kyle. Wyglądało na to, że niósł ze sobą wszystkie książki. Pomyślałem sobie: Dlaczego ktoś, w piątek, miałby nieść do domu wszystkie swoje książki? To musi być skończony osioł". Miałem sporo planów na ten weekend (imprezy, mecz Futbolowy jutro popołudniu), więc wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej. Kiedy szedłem zobaczyłem grupę dzieciaków biegnących w jego stronę. Wpadli na niego, wyrwali mu z rąk wszystkie książki i podstawili nogę, tak że wylądował w kurzu. Jego okulary poleciały w powietrze i zobaczyłem jak wylądowały w trawie około pięciu metrów od niego. Spojrzał w górę i zobaczyłem bezgraniczny smutek w jego oczach. Moje serce wyrwało się ku niemu, więc podbiegłem do niego, a kiedy czołgał się, rozglądając się wkoło w poszukiwaniu swoich okularów, zobaczyłem w jego oczach łzy.

Podałem mu okulary i powiedziałem:
- Ci faceci to dupki. Powinno się im dokopać! Spojrzał na mnie i powiedział:
- Hej, dzięki! - Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, jeden z tych uśmiechów wyrażających prawdziwą wdzięczność. Pomogłem mu pozbierać książki i zapytałem gdzie mieszka. Okazało się, że mieszka niedaleko mnie, więc zapytałem dlaczego nigdy wcześniej go nie widziałem. Powiedział, że wcześniej chodził do szkoły prywatnej. Nigdy wcześniej nie kolegowałem się z chłopakiem ze Szkoły prywatnej. Całą drogę do domu rozmawialiśmy, a ja pomogłem mu nieść książki. Okazało się, że był całkiem fajnym chłopakiem. Zapytałem czy nie chciałby pograć z moimi przyjaciółmi w piłkę. Odpowiedział, że tak. Trzymaliśmy się razem przez cały weekend, a im lepiej poznawałem Kyle, tym bardziej go lubiłem. Tak samo myśleli o nim moi przyjaciele. Nastał poniedziałkowy poranek, a Kyle znów szedł z naręczem swoich książek.

Zatrzymałem go i powiedziałem: - Jeśli codziennie będziesz nosił te książki, dorobisz się niezłych muskułów! Roześmiał się tylko i podał mi połowę książek. W ciągu następnych czterech lat, Kyle i ja bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Kiedy staliśmy się seniorami, zaczęliśmy myśleć o pójściu na studia. Kyle zdecydował się na Georgetown, a ja wybierałem się do Duke. Wiedziałem, że na zawsze pozostaniemy przyjaciółmi i że ta odległość nigdy nie będzie problemem. On zamierzał zostać lekarzem, a ja chciałem dostać sportowe stypendium. Kyle miał wygłosić mowę pożegnalną na zakończeniu roku, więc musiał się przygotować. Drażniłem się z nim, mówiąc że jest kujonem. Byłem bardzo zadowolony, że to nie ja będę musiał stanąć na podium i wygłosić mowę. Na zakończeniu roku, zobaczyłem Kyle. Wyglądał wspaniale, był jednym z tych facetów, którzy odnaleźli się podczas nauki w szkole. Przybrał na wadze i właściwie, to wyglądał dobrze w okularach. Miał więcej randek niż ja i kochały go wszystkie dziewczyny. Matko, czasami byłem zazdrosny! Dzisiaj był jeden z tych dni. Widziałem, że denerwował się mową. Więc szturchnąłem go w plecy i powiedziałem: - Hej, wielkoludzie! Będziesz wspaniały! Spojrzał na mnie z jednym z tych wyrazów twarzy (tym wyrażającym wdzięczność) i uśmiechnął się.. - Dziękuję - powiedział. Kiedy rozpoczął swoją mowę, odchrząknął kilka razy i zaczął: - Zakończenie roku, jest czasem kiedy dziękujemy ludziom, którzy nam pomogli przejść przez te trudne lata. Swoim rodzicom, nauczycielom, rodzeństwu, może trenerom... ale najbardziej swoim przyjaciołom. Chcę wam powiedzieć, że bycie przyjacielem jest najlepszym darem jaki możecie im dać. Zamierzam opowiedzieć wam pewną historię. Spojrzałem z niedowierzaniem na mojego przyjaciela, kiedy opowiedział o dniu, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy.

Podczas tamtego weekendu zamierzał się zabić.

Opowiedział w jaki sposób opróżnił swoją szafkę, żeby jego mama nie musiała później tego robić, i jak niósł swoje rzeczy do domu. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się słabo. Dzięki Bogu, zostałem uratowany. Mój przyjaciel uratował mnie przed zrobieniem tej strasznej rzeczy.

Usłyszałem szept rozchodzący się po tłumie, kiedy ten przystojny, popularny chłopak opowiadał o swojej słabości. Zobaczyłem jego mamę i tatę uśmiechających się do mnie w ten sam, pełen wdzięczności sposób. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z jego głębi.

Nigdy nie oceniaj zbyt nisko swoich czynów.
Jednym drobnym gestem, możesz odmienić życie innej osoby. Na lepsze lub na gorsze.
Bóg stawia nas na czyjejś drodze, abyśmy w jakiś sposób wpłynęli na życie innej osoby.
Szukaj zatem Boga w innych.

Przyjaciele są jak anioły, które stawiają nas na nogi, kiedy nasze skrzydła zapomniały jak się lata"

Dzień wczorajszy jest historią. Dzień jutrzejszy - tajemnicą. Dzisiejszy jest - darem.

A więc rozpoczął się nowy dzień... kolejny Dar!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Pozytywne myślenie

środa, 15 listopada 2006 9:30

Michał był zawsze w dobrym humorze i zawsze miał coś pozytywnego do powiedzenia.
W pracy był naturalnym motywatorem. Jeśli jakiś Pracownik miał zły dzień, Michał zawsze radził mu, jak znaleźć pozytywną stronę tej sytuacji. Obserwowałem jego zachowanie z dużym zaciekawieniem.

Pewnego dnia podszedłem więc do Michała i spytałem go: Nie rozumiem cię. Nie można być tak pozytywną osobą przez cały czas. Jak ty to robisz? Michał odpowiedział:
Każdego ranka, gdy się budzę, mówię sobie -Michał, masz dzisiaj dwie możliwości - możesz mieć dobry humor albo możesz mieć zły humor. I wtedy wybieram dobry humor.
Za każdym razem, gdy wydarza się coś niedobrego, mogę wybrać albo bycie ofiarą, albo wyciągnąć z tego jakąś lekcję dla siebie. I wybieram wyciągnięcie lekcji.

Za każdym razem, gdy przychodzi ktoś do mnie ponarzekać, mogę wybrać zgodzenie się z nim albo pokazanie mu pozytywnej strony życia. I wtedy wybieram pokazanie mu tej pozytywnej strony.

Zaraz, to nie jest takie proste!- zaprotestowałem.
Ależ tak, to właśnie takie jest - odpowiedział Michał. Życie polega na wyborach. Każda sytuacja jest wyborem. Ty sam wybierasz, jak zareagujesz na daną sytuację. Ty wybierasz, jaki wpływ mają ludzie na twoje samopoczucie. To ty wybierasz bycie w dobrym albo złym humorze. Mówiąc krótko - to twój wybór, jak wygląda twoje życie.

Zapamiętałem, co powiedział mi wtedy Michał. Krótko potem opuściłem firmę, w której wtedy pracowałem i otworzyłem swoją własną. Straciliśmy kontakt ze sobą, ale często przypominałem sobie Michała, gdy dokonywałem wyborów w moim życiu, zamiast tylko reagować na zmiany sytuacji. Kilka lat później dowiedziałem się, że Michał miał poważny wypadek. Spadł z rusztowania z wysokości prawie 20 metrów. Po 18-godzinnej operacji i wielu tygodniach rehabilitacji Michał został zwolniony ze szpitala z wszczepionymi w plecy metalowymi prętami. Spotkałem się z nim około 6 miesięcy po wypadku. Zapytałem Go wtedy, o czym myślał w chwili wypadku.

Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to moja córka, która niedługo miała się urodzić-odpowiedział Michał. Później, gdy już leżałem na ziemi, pomyślałem sobie, że mam dwie
możliwości: ;mogę wybrać - żyć albo umrzeć. Wybrałem życie.

Nie byłeś przerażony? Nie straciłeś przytomności? - spytałem.
Michał kontynuował:
Moi znajomi byli wspaniali. Mówili mi, że wszystko będzie dobrze. Aż do momentu, kiedy zawieźli mnie do szpitala i zobaczyłem twarze lekarzy i pielęgniarek - wtedy naprawdę się przeraziłem. W ich oczach wyczytałem - ten facet już nie żyje. Wiedziałem, że muszę coś
zrobić.

I co zrobiłeś? - spytałem.
Była tam taka duża, tęga pielęgniarka wykrzykująca różne pytania do mnie -opowiadał dalej Michał. Spytała, czy jestem na coś uczulony.
Tak - odpowiedziałem. Lekarze i pielęgniarki przestali pracować, czekając na moją odpowiedź. Wziąłem głęboki oddech i krzyknąłem:
Jestem uczulony na grawitację
Oni zaśmiali się, a ja powiedziałem - Wybieram życie. Operujcie mnie jak żywego, a nie jak martwego. Michał przeżył dzięki umiejętnościom lekarzy, ale również dzięki swojej niesamowitej postawie.

Nauczyłem się od niego, że codziennie możemy żyć pełnym życiem. To nasz wybór. Postawa jest wszystkim. Zawsze masz teraz dwie możliwości.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 25 maja 2017

Licznik odwiedzin:  118 638  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

Mam różne profesje, ale kocham feng shui i turystykę.

Zapraszam na moje strony:
www.pracownia-fengshui.pl
http://clubfreedom-coopers.pl.tl

O moim bloogu

Jestem pasjonatką feng shui. Od wielu lat zajmuję się tym tematem, także zawodowo, ale blog jest jedynie skrótowym przedstawieniem prawdy o feng shui i ukazania prawdziwego oblicza tej, jakże użyteczn...

więcej...

Jestem pasjonatką feng shui. Od wielu lat zajmuję się tym tematem, także zawodowo, ale blog jest jedynie skrótowym przedstawieniem prawdy o feng shui i ukazania prawdziwego oblicza tej, jakże użytecznej sztuki.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 118638
Wpisy
  • liczba: 143
  • komentarze: 46
Galerie
  • liczba zdjęć: 21
  • komentarze: 6
Bloog istnieje od: 3855 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl