Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 141 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Moc Człowieka

środa, 15 listopada 2006 9:38

Dawno, dawno temu w górach Tybetu zebrali się mędrcy tego świata znający tajemnice mocy człowieka. Wiedzieli, że czasem ludzie robią rzeczy straszne i wykorzystują ową potęgę przeciwko sobie. Postanowili więc ukryć moc człowieka przed nim samym.

Długo medytowali, dyskutowali, szukając najlepszego miejsca na świecie. Jeden z mędrców powiedział:

" Ukryjmy tę moc w najgłębszej kopalni świata, zasypmy ją kamieniami i ogromnymi głazami- człowiek tam jej nie znajdzie"

ale inni kręcili głowami mówiąc:" człowiek to arcyciekawe stworzenie, lubi badać głębokie pieczary-z pewnością ją znajdzie"


Drugi mędrzec powiedział: " Ukryjmy moc człowieka na dnie najgłębszego oceanu, postawmy na straży żarłoczne ryby i niebezpieczne prądy- nie znajdzie jej".

Ale inni twierdzili:"I tam zagoni człowieka ciekawość i chęć przeżycia przygody- znajdzie ją".

Następny radził, aby moc człowieka umieścić na szczycie najwyższej góry, zasypać ją śniegiem, zakuć w wiecznym lodzie, na straży postawić wicher i mróz- ale i te przeszkody zdawały się być za małym wyzwaniem dla nieposkromionej żądzy zdobywania, od wieków mieszkającej w ludziach.


I kiedy zdawało się, że nie ma już takiego miejsca, gdzie można by ukryć ludzką moc, najstarszy z mędrców powiedział:" Ukryjcie tę moc w samym człowieku, tam na pewno nie będzie jej szukał. Do głowy mu nie przyjdzie, że wszystko co najwspanialsze na świecie ma właśnie w sobie!" Tak też uczynili.


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zła teściowa

piątek, 10 listopada 2006 8:22
Kiedy w starożytnych Chinach dziewczyna wychodziła za mąż, żyła w domu swego męża i usługiwała zarówno jemu jak i jego matce. Kiedy pewna pani poślubiła swego męża okazało się, że nie jest w stanie znieść codziennych wymówek i krytycznych uwag teściowej. Postanowiła coś z tym zrobić. Poszła do sklepu z ziołami, którego właściciel był przyjacielem jej ojca. Powiedziała:
- Nie mogę już znieść humorów mojej teściowej. Ona doprowadza mnie do obłędu. Czy nie mógłbyś pomóc mi w tajemnicy? Dobrze ci zapłacę.
- Co mogę dla ciebie zrobić - odparł zielarz.
- Chciałabym, żebyś mi sprzedał jakąś truciznę. Otruję moją teściową i skończą się moje kłopoty - rzekła.
Po długim czasie, zielarz powiedział:
- Tak, mogę ci pomóc. Musisz jednak zrozumieć dwie rzeczy. Po pierwsze nie możesz natychmiast otruć teściowej, gdyż ludzie domyśliliby się, co zrobiłaś. Dam ci zioła, które będą ją zabijać powolutku i nikt nie zgadnie, że została otruta. Po drugie, żeby uniknąć podejrzeń, musisz od razu pohamować swoją złość, naucz się szanować ją, kochać, słuchać i usługiwać jej cierpliwie. Jeśli tak zrobisz, nikt nie będzie cię podejrzewał, gdy umrze.

Pani oczywiście się na wszystko zgodziła, zabrała zioła do domu i dodawała je do pożywienia teściowej. Nauczyła się panować nad sobą, usługiwać i szanować ją. Kiedy teściowa zauważyła zmianę w postępowaniu synowej, zmieniła się również i w zamian pokochała swą synową. Wciąż opowiadała rodzinie, że jej synowa jest najlepszą córką, jaką mogła sobie wymarzyć. Po pół roku, stosunki między nimi stały się tak bliskie, jak między rodzoną matką i córką.

Pewnego dnia pani poszła do zielarza i poprosiła:
- Na Boga, proszę, ratuj moją teściową od trucizny, którą jej podawałam. Już nie chcę jej zabić. Stała się najwspanialszą teściową, jaka mogła mi się trafić.
Zielarz uśmiechnął się i odparł:
- Nie martw się, nie dałem ci żadnej trucizny. To, co ci dałem, to były zwykłe przyprawy. Trucizna była wyłącznie w twoim umyśle i ty sama ją przezwyciężyłaś.


"Tylko ten, kto prawdziwie szanuje innych, zasłuży na ich szacunek."
_________________

Podziel się
oceń
4
1

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Mnich i wojownik

piątek, 10 listopada 2006 8:22
Stary mnich wędrował górską drogą. Gdy nad górami rozszalała się gwałtowna burza, zaczął rozglądać się za jakimś schronieniem. Z radością dostrzegł wielką jaskinię w pobliżu drogi i schronił się pod jej okapem. Po chwili do jaskini wkroczył wojownik w pełnej zbroi. Wraz z liczną eskortą i tragarzami szukał on, tak jak i mnich, schronienia przed deszczem. Gdy dostrzegł mnicha, poczuł nieodpartą chęć nawiązania z nim rozmowy. Mimo, że mnich prawie się nie odzywał, wojownik już po chwili opowiadał o swoich wielkich wyczynach.

- Jestem największym wojownikiem południa i północy - mówił - Nie ma w kraju nikogo, kto by mnie pokonał.

Jego wspaniała mieniąca się wszystkimi barwami drogich kamieni i cennych metali zbroja lśniła w półmroku jaskini. Za szerokim, nabijanym stalowymi ćwiekami pasem zatknięte miał dwa ogromne miecze. Przez jedno ramię przewieszony miał potężny łuk, a przez drugie kołczan pełen strzał. Jego hełm ozdobiony był potężnymi rogami diabła, a przyłbica przedstawiała maskę czarnego demona. Otoczony sługami, niosącymi za nim liczne włócznie i halabardy wyglądał niezwykle groźnie.

- Widzisz te skrzynie mnichu? - mówił - Są wypełnione dyplomami jakie otrzymałem od największych mistrzów sztuk wojennych. Moje imię wyryte jest na pomnikach licznych bitew i widnieje w honorowych księgach wielu szkół sztuki walki. Czy ty masz choć jeden taki dyplom mnichu?

- Nie mam żadnego panie. Jestem tylko mnichem i studiuję księgi.

- Ach księgi! - ciągnął wojownik - One tylko opisują historię, a ja ją tworzę! Co ty możesz wiedzieć z ksiąg?

- Wiem, u czym pisał wielki Lao Tsy w swoim dziele Tao Te Tsing - odparł mnich, który od pewnej chwili pisał coś na zwoju papieru.

- A cóż on mógł opisać? Czy jakiś filozof mógł znać zgiełk wielkiej bitwy, czy mógł wyobrazić sobie potęgę mojego ramienia, ostrze mojego miecza i celność mojej strzały?

- Wybacz panie, ale muszę już wyruszać w dalszą drogę. Był to dla mnie wielki zaszczyt poznać tak wielkiego wojownika. Pragnę podarować ci panie skromny prezent, na jaki stać biednego mnicha. Może nie pogardzisz mą kaligrafią i wzbogaci ona twą kolekcję dyplomów - powiedział w pewnej chwili mnich i zbierając się do wyjścia z jaskini, wręczył wojownikowi zwój papieru.

Zaskoczony wojownik przyjął zwój, a mnich skierował się do wyjścia. Wtem grom szalejącej na zewnątrz burzy uderzył w górę, w której znajdowała się jaskinia. Wielki głaz oderwał się od stropu jaskini i spadał prosto na mnicha. Z szybkością i lekkością o jaką nikt by go nie podejrzewał mnich wyskoczył w górę, obrócił się w powietrzu i silnym kopnięciem rozbił głaz na drobne części. Gdy w jaskini opadł pył z rozbitego głazu, mnicha w niej już nie było. Osłupiały wojownik rozwinął zwój otrzymany od mnicha. Był na nim wypisany werset ze starożytnego dzieła mistrza Lao Tsy:

"Wielcy mistrzowie milczą, wiele mówiący nie wiedzą. Prawdziwej siły nie widać".
Podziel się
oceń
3
1

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Bajka chińska - Jan Brzechwa

piątek, 10 listopada 2006 8:21
W Pekinie mieszkał szewc Sun-szi-ho, słynny na całe Chiny. Nikt nie był w stanie dorównać jego mistrzostwu i zewsząd przybywali książęta, zamorscy kupcy i zwykli podróżnicy, pragnący nabyć niezrównane wyroby pekińskiego szewca. Kiedy jego sława obiegła już cały świat, Syn Nieba wezwał swych mandarynów i rzekł:
- Nasz sławny Sun-szi-ho marnuje się przy szewskim kopycie. Tak znakomity mąż wart jest lepszego losu. Postanowiłem zamianować go dowódcą mojej floty.
Gdy po kilku dniach Sun-szi-ho przegrał wielką bitwę morską, cesarz nadał mu order Złotego Smoka III klasy i rzekł:
- Mianuję cię Głównym Nadzorcą Plantacji Herbaty.
W porze zbiorów okazało się jednak, że wszystkie zasiewy zgniły i nie osiągnięto nawet jednej setnej dorocznych plonów.
Syn Nieba zasmucił się, wezwał do siebie Sun-szi-ho, przypiął mu własnoręcznie order Złotego Smoka II klasy i rzekł:
- W nagródę za wierną służbę zrobię cię Naczelnym Hodówcą Wielorybów.
Po pół roku jednak wszystkie wieloryby pozdychały i nawet na cesarskim stole nie pojawiała się odtąd zupa z płetw wielorybich, stanowiąca ulubiony chiński przysmak.
Syn Nieba przywołał do siebie Sun-szi-ho, ofiarował mu order Złotego Smoka I klasy i pokiwał ze smutlsiem ukoronowaną głową.
A nazajutrz zebrał swych mandarynów i rzekł:
- Nie mogę pojąć, czemu znakomity mój Sun-szi-ho okazał się tak złym Dowódcą Floty, tak nieudolnym Nadzorcą Plantacji Herbaty i tak kiepskim Hodowcą Wielorybów. Co mam z nim teraz począć?
- A może by - odezwał się nieśmiało najstarszy mandaryn - a może by polecić mu, żeby robił buty?
- Dobra myśl - ucieszył się Syn Nieba - świetna myśl! Wcale mi to nie przyszło do głowy.
I wezwawszy do siebie Sun-szi-ho rozkazał mu, aby zajął się szewskim rzemiosłem.
Sun-szi-ho padł na kolana dziękując cesarzowi nowy dowód łaski i zabrał się niezwłocznie do szycia przepięknego obuwia, słynnego na cały świat.
Nikogo to nie zdziwiło, albowiem - jak uczy Konfucjusz - nawet najlepszy szewc nie może dać z siebie więcej, niż potrafi.
Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Bajka o Pięciu Elementach

piątek, 10 listopada 2006 8:19
Historia, którą wam opowiem zdarzyła się bardzo dawno temu. Tak dawno, że nikt już nie pamięta, gdzie dokładnie się to wydarzyło ani kto był bohaterem tej historii. Może był to mały chłopiec a może dziewczynka ? Tego nikt nie pamięta, ale mogło to przytrafić się każdemu.

Żył sobie raz mały chłopiec. Czuł się bardzo biedny i nieszczęśliwy. Jego rodzice, co prawda bardzo dbali o niego kupując mu nowe ubranka i zabawki, ale byli bardzo zajęci, wciąż musieli pracować i nie mieli zbyt dużo czasu. Chłopiec często chorował, był mały i słaby. Dzieci nie chciały się z nim bawić bo bardzo wolno biegał i szybko się męczył. Inne dzieci się z niego śmiały i dokuczały mu. Dlatego chłopiec czuł się biedny i nieszczęśliwy. Marzył często o tym żeby być mocnym i silnym. Ale nie wiedział jak to zrobić. Pewnego dnia, kiedy było mu bardzo smutno, poszedł nad strumień który płynął obok jego domu. Usiadł na pniu zwalonego i rozmyślał o swoich kłopotach. Aż w końcu zmęczony zasnął. W pewnej chwili obudził się przestraszony. Zobaczył, że na pniu obok niego siedzi jakiś obcy starszy człowiek. Był starszy, ale siedział wyprostowany i oczy miał bardzo żywe jak u młodego człowieka. Był mały, ale zdawał się być wielki jak góra. Był szczupły i drobny, ale była w nim jakaś dziwna siła i spokój.

Chłopiec nie wiedział co robić: czy lepiej uciec czy zostać ?
Starzec uśmiechnął się do chłopca i zapytał:
"O czym myślałeś przed chwilą?"
W tym uśmiechu była jakaś dziwna siła, która spowodowała, że chłopiec przestał się bać i zaczął rozmawiać z tym dziwnym człowiekiem.
- "Myślałem o tym, że chciałbym być duży i silny. Żeby wszyscy się mnie bali i żebym ja nie musiał się bać i czuć się nieszczęśliwym" - powiedział chłopiec.
- "A nie chciałbyś być silny i odważny aby pomagać innym i żeby mieć dużo przyjaciół ?" - zapytał starzec
- "Jak mogę im pomagać, kiedy się ze mnie śmieją i wciąż mi dokuczają ?"
- "Możesz się przecież zmienić!"- powiedział starzec.
-"Jak mogę się zmienić? Jestem taki jaki jestem, słaby i chorowity"- powiedział chłopiec.
- "Wszystko wokół ciebie się zmienia. Zmieniają się pory roku, rosną drzewa i na wiosnę mają liście , które na jesieni opadają. Są dni ,kiedy jest ciepło i świeci słońce i takie kiedy pada deszcz. Wszystko się zmienia więc dlaczego ty nie miałbyś się zmienić ?" - powiedział starzec.- "Musisz tylko chcieć się zmienić".
-"E tam , to jakieś bzdury, bardzo chcę się zmienić. Chcę być duży i silny i chcę żeby wszyscy się mnie bali . A wcale od tego chcenia się nie zmieniam."
-"Żeby się zmienić nie wystarczy chcieć, musisz jeszcze iść na wędrówkę ze swoim marzeniem. Chodź, przejdźmy się troszkę, po drodze coś ci pokażę."
- "Nie lubię chodzić. Szybko się męczę i potem bolą mnie nogi" - powiedział chłopiec.
-"Nie jest to takie straszne, zawsze przecież kiedy będziemy zmęczeni możemy usiąść
i odpocząć. A jeśli będziesz uważnie patrzył, możesz się z tej wędrówki dużo nauczyć."
Chłopiec niechętnie podniósł się ze zwalonego drzewa i ruszyli. Nie przeszli nawet kilku kroków, gdy zza drzew wypadło czterech wielkich bandytów.
-"Gdzie macie pieniądze ?"- krzyknął jeden z nich. Chłopiec stał jak kamień. Ze strachu nie mógł nawet uciec.
I wtedy stało się coś przedziwnego. Staruszek zaczął poruszać się szybko jak wiatr i kilkoma zręcznymi ruchami powalił na ziemię groźnych bandytów. Fruwali w powietrzu jak wielkie drzewa wyrwane przez huragan.
- "Jak to możliwe, że ty starcze tak mały i słaby, mogłeś pokonać tak wielkich i silnych ludzi?" - zapytał chłopiec, kiedy ochłonął trochę z przerażenia.
-"To nie jest taki trudne. Jestem mistrzem kung - fu w TAI CHI CHUAN".
-"Czy to znaczy, że umiesz się bić ? - zapytał jeszcze zdziwiony chłopiec.
-"Bicie się, nie jest w tej sztuce najważniejszą umiejętnością, chociaż czasami się ona przydaje. Bycie kung - fu, oznacza ćwiczenie się w uważnej obserwacji, uważnym patrzeniu i słuchaniu i rozwijanie swojej sztuki przez całe życie. Oznacza to, że ja w swojej sztuce TAI CHI uczę się bardzo długo i dalej będę się uczył".
- "O to bardzo ciekawe. Chciałbym być kiedyś taki jak ty."- Powiedział chłopiec.
- "Jak można się tego nauczyć"?
- "Ja kiedyś kiedy byłem taki jak ty, spotkałem mistrza Tai Chi, który zabrał mnie ze sobą na wędrówkę. Po drodze zapoznał mnie z pięcioma przyjaciółmi, z którymi spotykam się do dzisiaj i od których uczę się uważnie obserwując i naśladując ich umiejętności. Pokazał mi też kilka ćwiczeń, które powtarzam każdego dnia, naśladując w ruchu moich pięciu przyjaciół.

Choć poznam Cię z nimi.

Pierwszy mój przyjaciel to woda. Od niej uczę się płynności i miękkości. Od niej uczę się też siły, która bierze się z łagodności i miękkości. Ludzie często niedoceniają wody. Myślą, że jest słaba. Ale to nieprawda, woda jest bardzo silna. Spójrz, kiedy nabieram jej do dzbanka przyjmuje dokładnie jego kształt, ale pozostaje sobą. Dlatego jest silniejsza od dzbanka. Kiedy spotyka na swojej drodze kamień opływa go i nadal dąży do celu. A spójrz tu, widzisz ten kamień ? Woda kapała na niego przez wiele lat, kropla po kropli i wywierciła dziurę. Woda jest silniejsza niż kamień. Woda może także zmienić się w lód i wtedy staje się twarda i ostra jak metal. Może zmienić się w chmury i szybko przenosić się z miejsca na miejsce. Może zmienić się w deszcz i spaść szybko ale i miękko na ziemię. Woda jest wszędzie, również w nas. Czy wiesz, że człowiek w dużej części zbudowany jest z wody ?
Od wody uczę się płynności i miękkości w swoich działaniach, ale także wytrwałości w dążeniu do celu i umiejętności pokonywania przeszkód. Tak jak strumień wędruje wytrwale do morza. Woda daje życie roślinom, zwierzętom i ludziom. Bez niej życie jest niemożliwe.

Ona daje życie drzewu. To mój drugi przyjaciel (Drzewo). Od drzewa uczę się dobrze stać w pozycjach mojej sztuki TAI CHI. Tak jak dobrze stoi drzewo, które rosnąc wysoko zapuszcza korzenie coraz głębiej w ziemię. Co pozwala mu opierać się nawet bardzo silnym wiatrom.. Tak też ja uczę się od swojego przyjaciela drzewa opierać się przeciwnościom losu i bronić swojego zdania kiedy jest ono prawdziwe. Uczę się też od drzewa tego, że abym mógł rozwijać swoją sztukę muszę dbać o jej podstawę. Ćwiczę każdego dnia podstawowe ćwiczenia, tak jak drzewo rozwija swoje korzenie by rosnąć wyżej.

Drzewo daje życie ogniu. To jest mój trzeci przyjaciel. Ogień daje światło, dzięki któremu przestajesz się bać i lepiej widzisz. On daje też ciepło, dzięki któremu czujesz się dobrze i bezpiecznie, dzięki czemu możesz się rozluźnić. Możesz też spalić w ogniu niepotrzebne
śmiecie, które czasami zaśmiecają twoje myśli, takie jak: złość, zazdrość czy nienawiść. Od ognia uczę się też szybkiego działania i szybkich decyzji. Także znajdowania wciąż nowych sposobów jak poradzić sobie z moimi kłopotami. Ogień daje mi też energię do pracy. Uczę się od niego zainteresowania, ciekawości świata, tak jak ogień swoim światłem zagląda w każde miejsce, aby się czegoś dowiedzieć. Ogień daje życie ziemi. Spala wszystko na popiół i gaśnie, a z popiołu tworzy się ziemia.

Ziemia to mój czwarty przyjaciel.
Ziemia daje mi oparcie i pozwala zachować równowagę nawet w trudnych chwilach. Jest jak matka, znosi wszystko cierpliwie mimo, że czasami nie chodzimy po niej lecz depczemy. Od ziemi uczę się cierpliwości , miłości i równowagi. A także wrażliwości. Kiedy wykonuję swoje ćwiczenia staram się czuć każdy krok, każdy kontakt z ziemią. Chodzę delikatnie i miękko jak tygrys. Ziemia to przecież mój przyjaciel i nie chcę jej robić krzywdy.

Głęboko w ziemi rodzi się metal. To jest mój piąty przyjaciel.
Jest twardy i sprężysty jak miecz. Od niego uczę się szybkości i wewnętrznej twardości to znaczy dyscypliny. To od niego wiem, że jeśli chcę spełnić swoje marzenia muszę ćwiczyć swój charakter tak, jak hartuje się miecz. Codziennie, krok po kroku podejmuję działania , które pomagają mi dojść do celu. Od metalu uczę się też dokładności w każdej wykonywanej pracy, tak jak miecz, który przecina dokładnie miejsce, które dotknie. Kiedy metal rdzewieje pojawiają się na nim kropelki rosy.
W ten sposób metal daje życie wodzie.

Tak moi przyjaciele pomagają sobie nawzajem, a ja uczę się od nich mojej sztuki TAI CHI.

Teraz chłopcze, kiedy ich poznałeś, możesz i ty być ich przyjacielem i uczyć się od nich. Są oni wszędzie, w całej przyrodzie, również w tobie (pamiętasz, jak mówiłem , że człowiek w dużej części zbudowany jest z wody ?). Wszędzie możesz ich znaleźć. Wystarczy, że będziesz ćwiczył się ciągle w uważnej obserwacji. Możesz na przykład usiąść nad strumieniem i przyglądać się wodzie. Kiedy będziesz uważny, usłyszysz co do Ciebie mówi. Uważne patrzenie i uważne słuchanie, wrażliwość to najcenniejsze dary, jakie otrzymałem od swoich nauczycieli, to znaczy od mojego mistrza i od moich przyjaciół.

Przed jednym muszę Cię przestrzec. Nasi przyjaciele są bardzo mądrzy ale czasami lubią się bawić i wtedy jak małe dzieci mogą stać się trochę nieuważni. Co może narobić kłopotów. Woda może zgasić ogień, potrafi być niebezpieczna - może spowodować powódź. Ogień może stopić metal i też może być niebezpieczny - może spowodować pożar. Metal przez nieuwagę może ściąć drzewo, może także skaleczyć. Drzewo swoimi korzeniami może rozsadzić ziemię. Ziemia może przez nieuwagę zasypać wodę pozbawiając życia wiele roślin, zwierząt i ludzi.

Dlatego ucząc się od swoich przyjaciół spróbuj z wdzięczności za naukę coś im ofiarować. Bądź uważny i odpowiedzialny, utrzymuj swoich pięciu przyjaciół w równowadze. To znaczy staraj się być uważny i dbaj aby twoi przyjaciele wzajemnie sobie pomagali a nie kłócili się ze sobą.
Kiedy będziesz uważny staniesz się kung - fu w TAI CHI CHUAN ."

Chłopca tak pochłonęło opowiadanie, że nawet nie zauważył kiedy dziadek zniknął. Nie był pewien, czy spotkał go naprawdę czy tylko mu się to przyśniło. Siedział nadal na pniu zwalonego drzewa, nad strumieniem. Tak, jakby w ogóle się stąd nie ruszał. Ale pamiętał przecież doskonale każde słowo wypowiedziane przez dziadka. Pamiętał też ćwiczenia, które staruszek go nauczył. Uważnie też słuchał swoich pięciu przyjaciół. Spotykał ich wszędzie, w lesie , w mieście, w sobie. Zawsze służyli mu radą i pomagali mu. A on pamiętając o przestrodze starego mistrza, dbał o to żeby jego przyjaciele byli w równowadze i nie kłócili się ze sobą Rósł i stawał się coraz silniejszy i mądrzejszy. Nigdy nie stosował swoich umiejętności w złym celu. Zawsze pomagał innym ludziom.

Tak upłynęło wiele lat. Stał się starszym człowiekiem ale pełnym energii i radości. Wielu ludzi szanowało go za to co dokonał. Pewnego dnia w czasie swojej wędrówki znalazł się w miejscu, w którym mieszkał kiedy był małym chłopcem. Szedł wzdłuż strumienia uważnie słuchając wody, tak jak go uczył przed laty jego nauczyciel. Nagle, zobaczył siedzącą na pniu starego zwalonego drzewa smutną dziewczynkę.
- " Pewnie ma jakieś kłopoty" - pomyślał.. "Może będę mógł jej pomóc".
Usiadł cichutko obok i kiedy spojrzała przestraszona na niego, uśmiechnął się i zapytał:
- " O czym przed chwilą myślałaś ?"

Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 25 maja 2017

Licznik odwiedzin:  118 631  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

Mam różne profesje, ale kocham feng shui i turystykę.

Zapraszam na moje strony:
www.pracownia-fengshui.pl
http://clubfreedom-coopers.pl.tl

O moim bloogu

Jestem pasjonatką feng shui. Od wielu lat zajmuję się tym tematem, także zawodowo, ale blog jest jedynie skrótowym przedstawieniem prawdy o feng shui i ukazania prawdziwego oblicza tej, jakże użyteczn...

więcej...

Jestem pasjonatką feng shui. Od wielu lat zajmuję się tym tematem, także zawodowo, ale blog jest jedynie skrótowym przedstawieniem prawdy o feng shui i ukazania prawdziwego oblicza tej, jakże użytecznej sztuki.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 118631
Wpisy
  • liczba: 143
  • komentarze: 46
Galerie
  • liczba zdjęć: 21
  • komentarze: 6
Bloog istnieje od: 3855 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl